Szczerze powiedziawszy nie planowałem poważniejszego opisywania pegów Flybikes Tubo niż wrzutka na instagram lub facebook w tonie „patrzcie, mam te pegi już rok i dalej się trzymają!”. Jednak jeśli sytuacja wygląda wręcz dramatycznie odwrotnie, stwierdziłem że może warto coś napisać. To również tekst ogólnie, o moim doświadczeniu z plastikowymi pegami, które swoją drogą jest niewielkie.

Pegi Flybikes Tubo kupiłem przy okazji wizyty w Poznaniu w Allday’u przed wyjazdem na berlińskie Skatehalle, gdzie obowiązuje zakaz jazdy bez plastikowych nakładek na pegach. Co ciekawe przez chwilę udało mi się jeździć na swoich pegach, jednak ktoś szybko zrozumiał, że nie mam „plastików” i po kilku moich spotkaniach z jedną z płaskich rurek zostałem zmuszony do odpakowania i użycia nowych nabytków.

 

1483952852324

 

Pegi Tubo należą do tych „smuklejszych” i mają jedynie 35mm średnicy przez co nie ma problemu z przykręceniem ich do starszych ram czy widelców, w których brakuje miejsca na większej średnicy pegi.

Szybki montaż na prawej stronie, która jest moją „naturalną” i po chwili znowu musiałem się przyzwyczajać do uciekającego spod tyłka roweru przy szybszych icepick’ach.
W ciągu ostatnich 2–3 lat jeździłem głównie na 4 pegach Federal Bikes Plastic/Cromoly od Manyfest BMX i po powrocie na metalowe pegi stwierdziłem, że różnica w grindowaniu oczywiście jest, ale nie zawsze na plus po stronie plastików. Zdecydowanie wolę „przycisnąć” icepick’a czy wyczuć lekki opór przy toothpicku’u na pegu metalowym, niż przeliczyć się z tym jak zareaguje peg z plastikową nakładką a to zdarzało mi się często. Niestety najczęściej właśnie przy icepick’ach. Tak więc po tym jak kolejne zapasowe nakładki na pegi Federal’a ustąpiły, stwierdziłem, że wracam na metal.
Wtedy to w rowerze pojawił się totalny mix pegów: jedno Primo Binary na 10mm na oppo przodzie, naprawdę wiekowy Flybikes alu/cr-mo na oppo tyle i dwa sprawdzone Shadow Little Ones na mojej naturalnej stronie. Little Ones’y miałem dawno temu i uważam, że były to pegi nie do zajechania…w sumie jak teraz pomyślę, to zastanawiam się co z nimi się stało…zapewne nie wróciły do mnie z jakiegoś „pożyczenia” życzliwemu koledze. Natomiast te nowe to ja dostałem od znajomego, który stwierdził, że pegi to chyba nie dla niego.

Tak więc po, myślę że, roku jazdy na metalach wracam do plastiku i po kilku minutach oswajania się z tym materiałem mam siekać grindy w sposób do jakiego przywykłem? Chyba rzeczywiście nie mam co aspirować do miana „pro”, bo nie jest to dla mnie tak banalne jak zmiana rękawiczek. No ale też dramatyzowania, po kilku niepewnych próbach przyzwyczaiłem się do pegów Tubo i zacząłem je porządnie ujeżdżać na dobrze nawoskowanych rurach Skatehalle.

Teraz wciśnijmy przycisk szybkiego przewijania w tej opowieści! Sytuacja w Berlinie miała miejsce w zeszłym roku, bodajże w listopadzie gdy jeździłem po Polsce ze zleceniem i po jednym z wyjazdów zostałem w Poznaniu, z którego ruszyliśmy na Berlin. Z czasem robiło się coraz chłodniej, na street wychodziło się coraz rzadziej, a tym bardziej nie miało się ochoty rzucać na karkołomne akcje. Później Gwiazdka, kilka grudniowych luźnych sesji na Zimowym Narodowym…widzieliście te przeszkody? Dotykaliście ich? Tam nie ma chropowatych murków tylko idealnie nawoskowane rurki i grindboxy! Dalej, wyjazd na Simple Session – roweru nawet nie wyprowadziłem na spacer z pokoju hotelowego…co za porażka.

Powrót do domu, trochę obowiązków na głowie, połowa lutego – wychodzę ponownie na rower! Jedna sesja rurkach na osiedlu – czuć moc! Dwa dni później wypad na Zimowy Narodowy. Nauka czegoś nowego – over do 5050 oraz szlifowanie tego co już umiem – oppo toothpick hangover.
Kilka razy się udało, kilka razy nie, ale generalnie rower nie ucierpiał (w przeciwieństwie do mojego telefonu, z cyferką 5 w oznaczeniu modelu). Jedna z ostatnich prób, całkiem luźno wsadzone over 5050 i przez słuchawki nie tylko słyszę huk, ale też widzę jak część mojego roweru mnie wyprzedza lecąc w kąt parku.

Nie musiałem się długo zastanawiać co to było, bo miałem już takie przygody ze wspomnianymi pegami Federal Bikes. Z tą różnicą, że w ich przypadku nakładki rozpadały się po kilku ciepłych miesiącach, gdy jeździłem właściwie codziennie i przez określenie „jazda” mam na myśli grindowanie wszystkiego co pojawia się na mojej drodze.

 

1450086284756

 

Konkluzja? Oczywiście trafiłem na wadliwą sztukę, to na pewno. Nie zmienia to faktu, że takie wadliwe sztuki pegów nie powinny się pojawiać, bo przecież każdy produkt jest w jakiś sposób testowany. Wygląda to po prostu na mieszankę, która nie jest dość elastyczna…coś jak kilka lat temu z przezroczystymi pedałami kilku producentów. Taka masowa wtopa? Najwidoczniej, albo po prostu dostawy z jednej fabryki, która „dała ciała” wprowadzając do oferty produkt, który nie został wystarczająco przetestowany.

Nie myślcie, że piszę ten tekst żeby zrobić jakąś grubszą antyreklamę Fly’owi bo przecież wspomniałem kilka zdań wyżej, że mam od nich pega który służy mi dobrych kilka lat i bynajmniej kiedyś odsłużył swoje na tyle po „mojej stronie”, więc nie był tak bezpieczny jak teraz na „oppo” 😉 . Chcę być po prostu fair i skoro można zachwalać produkty, które na to zasługują, to warto również pisać o tych, które wypadają nieco gorzej.

Swoją drogą o ile same pegi już się wyprzedały w Allday’u, to chłopaki wciąż mają na magazynie trochę plastikowych nakładek, więc jeśli posiadacie te pegi i sprawują się lepiej niż moje, to mimo wszystko polecałbym zaopatrzyć się w zapas na czarną godzinę. Nakładki dostaniecie tutaj.
W końcu to wciąż taniej kupić nową nakładkę za 19 zł, niż kolejnego pega za 50 czy 70zł… Swoją drogą, to ciekawe jak bardzo Flybikes „uśredniło” ceny na swojej stronie! 6 euro za zapasową nakładkę i 24 euro za nowego pega…nic tylko poczekać, aż te ceny dotrą i do nas 😉 .

Co jednak napiszę zdecydowanie na plus pegów Flybikes Tubo, to że przynajmniej nie wyrządziło one większych zniszczeń w moich rowerze. Zapytacie o co chodzi, więc…Jak wiadomo, gdy z takiego pega odpada plastikowa nakładka, wciąż możesz kontynuować jazdę. Nie ważne czy resztę nakładki wyłamiesz ręką czy skatujesz do końca na murku czy rurce – plastik styka się hakiem ramy lub widelca tylko na niewielkiej powierzchni, a to co dokręcacie do haka, to metalowa podstawa rdzenia. Ja osobiście lubię mieć solidnie dokręcone pegi, żeby przypadkiem daleko od domu i narzędzi nie mieć niespodzianki z przesuniętym kołem, dlatego zdziwiło mnie odkrycie, którego kiedyś dokonałem po zdjęciu pegów Federal’a. O czym mowa? O wyżłobieniu w hakach ramy i rozgięciu ich. Ktoś mi zarzuci przykręcanie bez umiaru, jakimś kluczem pneumatycznych do kół bolidów F1, a ja na to odpowiem, że nakrętki przykręcałem zwykłym „krzyżakiem”, a poza tym na „oppo” na pewnie nie przykręcam pegów tak mocno, jak na stronie, gdzie są poddawane ciągłym grindom i narażone na obracanie. Wniosek? Pegi Federala musiały mieć za małą powierzchnię podstawy, która styka się z hakami przez co wgryzały się w ramę, ostatecznie rozginając hak. W przypadku Flybikes Tubo ta podstawa wydaje się albo ciut szersza albo po prostu stop Cr-Mo jest bardziej wytrzymały na odkształcenia.
Tak więc na przyszłość dobra rada: zwracajcie uwagę nie tylko na siłę z jaką dokręcacie poszczególne podzespoły w swoich rowerach, ale też patrzcie co się z nimi dzieje. To zupełnie naturalne, że części się zużywają, ale też zdarza się zużycie nienaturalnie szybkie 😉 .

 

IMG_1683-1

 

Foto:
1 & 2 – Flybikes.com
3 – HashBMX