W pierwszy weekend września miało miejsce specyficzne wydarzenie, które utwierdziło mnie w jednym – BMX może i czasem dzieli nas z powodu różnych poglądów, ale są chwile gdy każdy potrafi się zjednoczyć i pokazać z najlepszej strony. Część z Was pewnie nawet nie zauważyło w sieci zapowiedzi wydarzenia, jakie miało miejsce na wrocławskim Shimmy Yo, ale całe szczęście duża grupa doskonale o nim wiedziała i przejechała wiele kilometrów z przeróżnych kierunków.Po co? Jedni żeby pożegnać miejscówkę, bo Shimmy Yo wkrótce zostanie wyburzone. Inni aby oddać szacunek dwóm kolegom BMX-owcom, których nawet mogli osobiście nie znać, jednak podświadomie czują więź, może nawet coś co można nazwać obowiązkiem. Ja sam nie znałem Wojtka, ale miałem okazję poznać Michała. Tym bardziej ciężko było myśleć o tym co właściwie ściągnęło mnie na Shimmy, tak samo ciężko przychodzi pisanie w środku nocy czegokolwiek, co miałoby większy sens… Jestem zwyczajnie dumny z każdego z osobna, kto pojawił się na Shimmy Yo, dał z siebie możliwie dużo podczas wspólnej jazdy, śmiał się, wspominał i wypił piwo za chłopaków i najlepsze lata kultowego spotu…

Dla takich chwil warto było zaczynać przygodę z BMX-em. To co poniżej, to żadna relacja, to jedynie mała pamiątka.

IMG_9304 IMG_9305 IMG_9315 IMG_9317 IMG_9331 IMG_9334 IMG_9351 IMG_9353 IMG_9357 IMG_9363 IMG_9369

▪️▪️▪️

Jeśli podoba Ci się ten wpis, kliknij „Like” 👍 – będzie nam miło! A może chcesz podzielić się nim ze swoimi znajomymi? Wystarczy, że klikniesz „Udostępnij” 👇  Wbrew pozorom to dla nas dużo znaczy 🙂  Dziękujemy i do zobaczenia!