DCIM100GOPROG0150122.

News, który pojawił się w sieci kilka dni temu podsunął mi pomysł napisania tekstu. Nie powiem, że krótkiego, bo pewnie ostatecznie taki nie będzie. Przez chwilę nawet zastanawiałem się, czy od razu go nie przeznaczyć na potrzeby magazynu, do którego zbieram materiały. Szybko jednak stwierdziłem, że nie ma takiej potrzeby – w magazynie znajdzie się część druga, opowiadająca o efekcie procesu planowania, które opiszę poniżej. Myślę, że ten krótki i lakoniczny wstęp jest w pełni wystarczający i od razu możemy przeskoczyć do sedna. Zapraszam więc do lektury.

O jakiej wiadomości pisałem wyżej? O zapowiedzi kolejnego przystanku w ramach serii zawodów Vans BMX Pro Cup, który zaplanowano na początek maja w hiszpańskiej Maladze. A o czym chcę napisać dalej? O tym uczuciu, które pojawia się, gdy kolejny deszczowy dzień spędzam w Warszawie, pracując zdalnie w fotelu – co zdecydowanie uważam za duży przywilej, za który mogę być tylko wdzięczny – i w wolnych chwilach zaczynam planować. To miłe uczucie, gdy wiesz, że te plany wypalą, spotkasz starych kumpli i poznasz nowych zajebistych ludzi. To miłe uczucie, gdy wiesz, że już za niedługo znowu spakujesz torbę, odprawisz się na lotnisku i znowu zaznasz ulubionego #bmxlife obserwując najlepszych BMX-owców w akcji, a potem zbijając z nimi piątki!
Czy wreszcie zwyczajnie miła świadomość, że to takie małe „wakacje”, bo przecież nie bawi Cię leżenie plackiem przez 7 dni na plaży, a dużo ciekawsze jest rozbijanie się na rowerze na spotach, które znajdują się tuż obok niej 😉
Zastanawiam się czasem, co takiego widzę w tych wyjazdach. Co takiego widzi w nich potencjalny odbiorca magazynu BMX-owego jakim jesteś Ty czytelniku. Dla wielu to pewnie kolejne fakty w postaci miejsc na podium zawodów, kilka zdjęć i filmików do polajkowania na instagramie czy facebooku.

 

 

Dla kogoś kto startuje w takich zawodach, prowadzi redakcję czy team to okazja do spotkania kumpli, których nieraz widuje się tylko kilka razy w roku właśnie przy okazji zawodów. To okazja do poznania nowych zajebistych ludzi, którzy nieraz pomagają w potrzebie – z noclegiem, transportem czy służą pomocą przy naprawie roweru. Wreszcie to co dla Was pewnie wyda się najbardziej banalne, a w moim odczuciu jest chyba wręcz najważniejsze – takie wyjazdy to zwiedzanie nowych miejsc i zwyczajne gromadzenie niezapomnianych wspomnień! Czy to zagubiony na 24h rower w Rydze, czy zdrowie niepozwalające dotrzeć na czas na lotnisko w Eindhoven, czy spanie w busie okno w okno z niemieckimi emerytami w Kolonii, czy błądzenie po Londynie w poszukiwaniu odpowiedniego hotelu – jak widać każdy z tych momentów wrył mi się w pamięć. Co ciekawe, z każdej z tych i wielu innych przygód wyszedłem obronną ręką, w taki czy inny sposób, a wyjazdy wspominam naprawdę dobrze!

Czasem zastanawiam się na ile to piękne i dość często słyszane od „prosów” hasło „jestem wdzięczny za to gdzie doprowadził mnie BMX” sprawdza się w przypadku mojej osoby. Prawdę mówiąc, tak jak nic w życiu nie przychodzi za darmo, tak żaden z moich wyjazdów BMX-owych nie był efektem przypadku. Owszem, w wielu przypadkach było dużo szczęścia, ale wciąż napiszę z dużym przekonaniem, że temu szczęściu musiałem pomóc. Jednym z pierwszych dalszych wyjazdów był trip na Łotwę w ramach projektu wymiany młodzieży. Przy okazji od razu dość odpowiedzialne zadanie prowadzenia grupy. Nie wdając się w szczegóły napiszę, że na początku ten wyjazd nie był wcale tak oczywisty, a moje chęć pomocy została wręcz źle odebrana. Jednak ostatecznie chyba stanąłem na wysokości zadania i uratowałem projekt, który mógł Polskę ominąć niczym dotacje o których regularnie zapomina rząd…każdy rząd :] . Kolejne wyjazdy wyglądały różnie, czasem były to podróże zupełnie na własną rękę i szukanie możliwie najtańszych biletów lotniczych i noclegów, kiedy indziej były poprzedzone godzinami spędzonymi przy komputerze w poszukiwaniu sponsorów i partnerów, a jeszcze innym razem były to wyjazdy prasowe i opłacone noclegi w hotelu sieci Hilton (ten jeden raz, gdy polski Vans zrobił mi naprawdę dobrze 😉 ). Niemniej wciąż nic nie jest za darmo i coś od siebie trzeba dać, żeby dostać coś w zamian 😉 . Mi bynajmniej taki układ pasuje, a BMX od dobrych kilkunastu lat jest na tyle dużą częścią mojego życia, że nie wyobrażam sobie dnia bez niego, w takiej czy innej formie 😉 . Szczerze mówiąc, mogę sobie tylko życzyć więcej okazji do współprac przy okazji takich wyjazdów… Ci z Was, dla których BMX to jedynie wyjście na kilka godzin w tygodniu na lokalny skatepark pewnie będą się dziwić po co wydawać kasę na takie wyjazdy i na przykład, dopłacać za nadbagaż, żeby ostatecznie nawet nie wyprowadzić roweru z hotelu (Simple Session 2017 i tak było zajebiste!). Tak jak wcześniej napisałem, z takich wyjazdów może i wracasz z uszczuplonym saldem konta, ale też ze wspomnieniami jakich nikt Ci nie odbierze: godzinami rozmów z riderami, którzy dla wielu wciąż uchodzą za niedostępne „gwiazdy”, obrazami jakie widuje się tylko na BMX-owych afterach czy wreszcie z nowymi trikami, do nauki których podkręcał Cię na przykład Twój ulubiony rider!

 

 

Czy ja Was tutaj namawiam do podróżowania z BMX-em? Oczywiście, że tak! Bo ile można kisić się na tym samym parku czy na kilku lokalnych streetowych spotach? Jeśli jeszcze nie miałeś okazji ruszyć w Polskę, to zacznij od tego! Jeśli nie masz zgranej ekipy ziomków z którymi możesz skrzyknąć się i wspólnie wynająć pokoju w hostelu lub nie znasz jeszcze tak wielu osób ze środowiska, to możesz skorzystać chociażby z obozów, których co roku pojawia się więcej. Ja osobiście polecam BMX Holidays Camp, bo to właśnie tam poczujesz dużo tej zajawki, o której tutaj piszę.
Jeśli masz ekipę, znasz ludzi w kraju – kombinuj, ogarniaj i odwiedzaj kolejne miasta!
Jeśli jesteś już starszy i nie jest Ci straszne porozumiewanie się w języku innym niż polski – odkładaj kasę, zbieraj innych ogarniętych i pewnych do ekipy, wybierz cel i rozpoczynaj planowanie! Nie odkładaj planów tłumacząc „za rok na pewno tam pojadę” bo i tak nie pewnie nie pojedziesz. Zacznij planować tu i teraz, na pewno nie będziesz żałował!
Mówią, że w Barcelonie kradną? To chyba słuchasz jakiś życiowych ofiar 😉 . Tydzień spędzony tam w licznej i chwilami mocno wychillowanej ekipie zakończony brakiem jakichkolwiek strat w wyniku kradzieży chyba potwierdza prostą regułę, że jak myślisz i trzymasz swoje rzeczy przy dupie, to nic Ci nie zginie!
W Berlinie śmierdzi wurstem (ewentualnie po prostu śmierdzi, bo Niemcy) i nie dogadasz się bez języka niemieckiego? Błagam Cię! Tam dogadasz się nawet po polsku, a miasto ma taki klimat i ogrom zróżnicowanych spotów, że to aż grzech nie kopsnąć się pociągiem w te kilka godzin z centralnej Polski!
Mam wymieniać dalej? To chyba zbędne! Sam wybierz kierunek i działaj! Nikt tego nie zrobi za Ciebie – tego nauczyłem się już bardzo dawno temu 😉 .

Życzę Wam, żeby STAY TRIPPED i BMXLIFE nie były tylko pustymi hashtagami na instagramie, ale hasłami przyświecającymi Wam przynajmniej podczas nadchodzącego lato i wakacji! Tymczasem wracam do pracy i przeglądania airbnb w poszukiwaniu miłego mieszkanka na majówkę! :)

 

tumblr_omm40eQJQw1s590zyo1_1280