Słuchawki douszne Monster DNA In-Ear testowałem naprawdę długo, nie tylko podczas jazdy ale to mimo wszystko najlepszy sprawdzian wytrzymałości – wytrzymały! A jeśli jesteście ciekawi nieco dokładniejszych wrażeń, zapraszam na test!
IMG_9027-1

 

Słuchawki otrzymujemy w widocznym dużym pudełku, a więc można spodziewać się czegoś więcej niż zwiniętych kabli i zapasowych „gumek”. I rzeczywiście po otwarciu znajdujemy słuchawki umocowane w plastikowej wytłoczce (darowałem sobie ją do zdjęć), a pod notką od twórców sprzętu znajdziemy materiałowy futerał oraz komplet wspomnianych „gumek”, ale ich ilość może Was wręcz przytłoczyć – każde ucho znajdzie coś dla siebie! Ja korzystałem z największych, wydających się najmniej wygodnymi ale uwierzcie – słuchawki leżały idealnie, nie wypadały podczas jazdy i rzeczywiście słyszałem tylko to co chciałem – muzykę.

 

IMG_9032-1

IMG_9065-2

 

Kilka słów o jakości wykonania samych słuchawek. Od wtyczki po same głośniczki słuchawki wykonane są z płaskiego kabla, który rzeczywiście jest mniej podatny na irytujące skręcanie i plątanie się. Dodajmy do tego płaski wtyk i rzeczywiście słuchawki mają prawo wytrzymać dużo więcej od tych z okrągłym kablem i prostym wtykiem. Głośniczki osadzone są obudowach z matowego tworzywa i ozdobione „miedzianymi” wstawkami. Szczegóły mało istotne dla kogoś, komu zależy tylko na muzyce która wydobywa się ze słuchawek, ale na pewno docenią to wzrokowcy lubiący solidnie wykonany sprzęt.
Słuchawki Monster DNA In-Ear oczywiście są wyposażone w pilota na kablu, który jest w pełni kompatybilny z urządzeniami Apple. Możemy zatrzymywać i wznawiać utwory, jak również odbierać połączenia oraz oczywiście regulować głośność. Pilot współpracuje też z innymi urządzeniami, w moim przypadku działał również z Nokią i Samsungiem.

 

IMG_9088-1

 

Czas na najważniejszy aspekt działania słuchawek Monster DNA In-Ear, czyli dźwięk. Tutaj również nie ma rozczarowania, ale gdybym na tym skończył byłoby to krzywdzące dla słuchawek z takiej półki cenowej. Dźwięk jest rzeczywiście krystalicznie czysty, a poza tym muzyka nie brzmi jak nadawana prosto ze studni, ale czuć przyjemnie podbite basy. Oczywiście jeśli chcemy jeszcze mocniejszych wrażeń, to zawsze można pobawić się ustawieniami mixera jakie oferują chyba wszystkie odtwarzacze, a teraz również większość telefonów. Ja osobiście słuchawki sprawdzałem pod wspomnianą Nokią i Samsungiem, które raczej nie dają najbardziej wyszukanego sygnału, ale przeszły również testy z iPhonem 5 oraz podpięte pod mojego Asusa G74, gdzie słuchałem muzyki, oglądałem filmy i montowałem video. W każdym przypadku DNA In-Ear przekazywały czysty i wyraźny dźwięk.

 

IMG_9084-3

 

Podsumowując, słuchawki Monster DNA In-Ear przetrwały testy na rowerze, mimo kilku przygód które mogły się dla nich kiepsko skończyć. Trzymają się w uchu bardzo dobrze, dzięki czemu nie musiałem się martwić o wyplątywanie ich z kierownicy czy innych elementów roweru, a sterowanie z pilota uwolniło mnie od częstego sięgania do kieszeni. Do tego niezbyt bezpieczne na ulicy, ale dające lepsze wrażenie, wygłuszenie dźwięków docierających spoza słuchawek i czysta barwa słuchanej muzyki.

Na koniec zostawiłem kwestię ceny, która oczywiście jest dla większości równie istotna co jakość dźwięku i wykonania. Niestety wielu on odstraszy, szczególnie gdy pomyślą o tym co może się wydarzyć ze słuchawkami podczas jazdy. Jeśli jednak uważasz się za audiofila, lubisz dopracowany technicznie i ładnie wykończony sprzęt – rozważ zakup jednej pary Monster DNA In-Ear zamiast 2 czy 3 par tańszych słuchawek.
Cena to 499 złotych, a słuchawki znajdziecie w sklepie Horn, pod tym adresem.

 

Recencja ocena

 

 

Za słuchawki do testów dziękuję firmie Horn Distribution.