Kolejny test z serii „HashBMX testuje” na który dzisiaj zapraszam, przeszły buty Nike Free SB. Wybór padł na kolorystykę „Rose City” ponieważ: 1) lubię camo, bez różnicy czy panuje na nie moda czy nie 2) buty oczywiście są wolne od skóry, zamszu czy nubuku. Model Nike Free SB jest typowym butem na deskorolkę, a zarazem pierwszym modelem Nike Skateboarding w którym użyto podeszwy Free. Jak takie zestawienie sprawdziło się na rowerze? Zapraszam do lektury.

 

 

IMG_5946-8

 

Na początek może słowo wstępu czym jest w ogóle technologia Free użyta w tych butach. Podeszwy Free pojawiły się w butach biegowych Nike w celu uzyskania uczucia możliwe najbardziej zbliżonego do naturalnych ruchów gołej stopy. Podeszwa Free posiada wiele głębokich nacięć, dzięki czemu równomiernie pracuje zapewniając komfortową amortyzację, ale również idealne czucie podłoża. Technologia Free nie krępuje ruchów i rzeczywiście sprawuje się doskonale wśród biegaczy, ale jakie przełożenie ma na użytkowanie na deskorolce czy rowerze? O deskorolce ciężko mi powiedzieć, chociaż domyślam się że również tam miękka i dostosowująca się do pracy stopy podeszwa została dobrze przyjęta. Ale co powie o tym patencie BMX-owiec?
Należę do tych, którzy nie lubią mieć pod stopą deski, ale też cenię sobie odpowiednią amortyzację, a podeszwa musi być takiej grubości żebym nie czuł wbijających się w śródstopie pedałów.
W przypadku Nike Free SB nie miałem z tym problemów, a mimo naprawdę miękkiej podeszwy na czubku i równie miękkiego czubka cholewki, nie cierpiałem również jakoś szczególnie przy footjam’ach. Ogólnie podeszwa jest rzeczywiście miękka, a do tego pokryta na tyle drobnym wzorem „jodełki”, że dopasowuje się do pedałów, a piny mają się o co zaczepiać. Dodatkowej przyczepności dodają nacięcia, więc nawet jeśli wygięta stopa omsknie się nieco na pedale wciąż jest szansa, że piny o coś zaczepią. Jedynym minusem podeszwy jaki kilka razy zdarzyło mi się zauważyć, to stosunkowo zbyt miękka pięta. Nie wiem, czy wystarczyłoby dodać grubszą wkładkę w tym miejscu, czy wciąż jednak podeszwa Free dobijałby się tak samo. Niestety mi kilka razy udało mi się upaść lekko na bok stopy, a wtedy dobicie podeszwy jest bardzo prawdopodobne.

 

IMG_5961-12

 

Zastanawiacie się pewnie nad drugą istotną cechą podeszwy, gdy chodzi o wybór butów na rower – jak szybko się wyciera i jak ewentualnie reaguje na spotkanie z pinami pedałów. Więc jeśli chodzi o piny to bez obaw, jak zobaczycie na zdjęciu na końcu wpisu nie robią one wrażenia na piankowo-gumowej podeszwie. Owszem, używam plastikowych pedałów, ale tak się składa że akurat podczas testu miałem zupełnie nową parę, a znam i takie podeszwy które nie wytrzymują plastikowych „ząbków” na pedałach. Natomiast jeżeli chodzi o kwestię ścierania, tutaj wygląda to nieco gorzej. O ile sama pięta czy boki buta (w zależności jak kto kładzie stopę na ziemi podczas hamowania) mają całkiem sporą wytrzymałość na ścieranie i na pewno nie znikną niczym marchewka na tarce, to gorzej sprawy mają się z przednią częścią buta. Jak wspomniałem przed chwilą i jak widać na zdjęciu powyżej, podeszwa składa się z dwóch rodzajów materiału – pianki i gumowanych paneli, które możemy uznać za kauczukowe (chociaż na pewno skład tej gumy jest dużo bardziej zaawansowany niż tej w trampkach ze szkolnych lat 😉 ). O ile sama guma wytrzymuje równie dużo co pianka, to samo ich łączenie może niestety nie wytrzymać użytkowania na rowerze i hamowania po nierównym terenie. W moim przypadku 2 panele stopniowo coraz bardziej oddzielały się od piankowej głównej podeszwy, aż zupełnie odpadły lub musiałem im pomóc. Niestety po tej stracie w podeszwie zostaje luka, która wbrew pozorom może być nawet pomocna w łapaniu przyczepności na pedale, jednak skutkuje też jeszcze lepszym czuciem podłoża – co już raczej nie jest mile widziane. Czy taki los czeka każdą parę Nike Free SB użytkowaną na rowerze? Pewnie nie, szczególnie gdy jeździsz z hamulcem, na hopkach albo po prostu nie jesteś fanem rozpędzania się po mieście i hamowania do zera na nierównym szorstkim podłożu.

 

IMG_5922-2

 

Przechodząc do cholewki wspomnę jeszcze o nacięciach na górnej części podeszwy, które widać powyżej. One również mają zapewniać naturalne zgięcia buta i muszę przyznać, że akurat to rozwiązanie działa należycie, bo cholewka po kilku miesiącach użytkowania wcale nie jest w tych miejscach specjalnie odkształcona.

Sama cholewka wykonana z tkanego materiału który widać na szczycie buta została pokryta prawie w całości tworzywem, które można nazwać sztucznym zamszem. Jest ono odpowiednio elastyczne dzięki czemu tak jak pisałem na bucie nie odznaczają się zagięcia, ale też wystarczająco sztywnym, żeby nie obawiać się o każdy kontakt palców z podłożem czy elementami roweru – nie są to w końcu szmaciaki! Otwory po bokach butów w 100% spełniają swoje zadanie i w naprawdę gorące dni dawały ulgę stopom ubranym dodatkowo w stabilizatory.

 

IMG_5981-17

 

Nike Free SB mają chyba najwygodniejsze i najprzyjemniejsze zapiętki z jakimi się spotkałem. Myślę, że od pierwszego dnia mogłem spokojnie wskoczyć w te buty gołą stopą i nie musiałbym się martwić o zbrodnię na moich piętach jakich dopuszczały się chociażby niskie Vansy. Podobnie jak Swoosh, również napisy NIKE SB na zapiętkach czy języku są gumowane i wgrzewane w materiał. Sam język w tym  modelu jest bardzo cienki i również pokryty otworami dla wentylacji. Dzięki temu nie krępuje ruchów nogi do przodu ani nie nagrzewa przesadni stopy.

Wśród detali wartych uwagi należy wspomnieć nadruk na wkładce – przedstawiający różę, herb Rose City leżącego w Oregonie – od którego nazwaną tą właśnie kolorystykę buta.

 

IMG_5934-5

 

Cena? W zależności od kolorystyki  cena wyjściowa to 449 lub 359 złotych, ale większość dorwiecie teraz nawet poniżej 300 złotych. Akurat kolorystyki Rose City nie mogę namierzyć w polskich sklepach, ale jeśli jeszcze gdzieś jest do kupienia, to celowałbym raczej w wyższą cenę, jako że buty pochodzą z serii Quickstrike, którą Nike oznacza raczej limitowane modele. Bardziej stonowane kolorystyki możecie znaleźć chociażby na stronie Nike.com (sprawdź tutaj).

Czy buty są warte zakupu? Jeśli przyznam się, że pierwszy tydzień przechodziłem w nich normalnie po mieście, bo tak urzekła mnie wygoda, to na pewno odpowiedź brzmi TAK.
Jeśli chcesz podejść do nich tylko jako kolejnych butów na rower, które będziesz chciał traktować jak niezniszczalne to odpowiedź brzmi NIE. Wytrzymają dużo, ale znając możliwości statystycznego BMX-owca, prawdopodobnie zniszczysz je dużo szybciej niż ja (mimo, że jeździłem w nich dużo i szybko).

 

Recencja ocena

IMG_5985-18

IMG_5938-6

IMG_5954-10IMG_5971-15

 

Foto:
Juliusz Salach / JuliuszSalach.com

 

IMG_3664-1

IMG_5976-16

 

Za buty do testów dziękuję firmie Nike Polska.

 

Więcej testów i recenzji znajdziecie w dziale TESTY.